Stwierdzenie “Umowy śmieciowe” nabrało rozgłosu po opublikowaniu przez rząd raportu “Młodzi 2011″. Obraz przedstawiony w raporcie dzielił osoby zatrudnione na dwie grupy: zatrudnionych na umowę o pracę na czas nieokreślony oraz na osoby zatrudnione w oparciu o umowy cywilnoprawne ( umowa zlecenia, umowa o dzieło) i umowy terminowe.umowy śmieciowe

W rzeczywistości mamy do czynienia z wrzuceniem wszystkiego do jednego worka i pomieszaniem pojęć. W istocie to co łączy umowy cywilnoprawne oraz terminowe to stosunkowa łatwość wypowiedzenia. Natomiast osoby zatrudnione w oparciu o umowy terminowe określone w Kodeksie Pracy korzystają z jego ochrony. Mają więc prawo do płatnych urlopów, wstępnych i okresowych badań lekarskich, płatne nadgodziny i muszą być zgłoszeni do ZUS.

W rzeczywistości gwarancji zatrudnienia nie ma nikt. Umowy na czas nieokreślony również mogą zostać wypowiedziane ( w zależności od stażu pracy okres wypowiedzenia trwa od 2 tygodni do 3 miesięcy). W tym miejscu trzeba jednak zaznaczyć, że ilość umów czasowych jest w Polsce niemal 2 razy większa niż średnia europejska.  GUS podaje, że w pierwszym kwartale 2011 w oparciu o takie umowy było zatrudnionych aż 27% pracujących.
Prawdziwą patologią rynku pracy nie są jednak tzw. “umowy śmieciowe” lecz praca na czarno oraz wymóg prowadzenia działalności gospodarczej podczas gdy faktyczny stosunek łączący obie strony umowy wskazuje na konieczność zawarcia umowy o pracę.

 

Zostaw komentarz